Governors Island, widok na Nowy Jork

Kiedyś bardzo chciałam zgłosić się do programu Camp America, jednak wszystko potoczyło się tak, że zrezygnowałam z tego marzenia. Po prostu odpuściłam. I tylko kiedy natknęłam się na reklamę CA, czułam ukłucie żalu i przewijałam stronę szybciej, żeby nie myśleć o tym że coś mnie w życiu ominęło.

O programie dowiedziałam się zaraz po maturze. I cała koncepcja wydała mi się tak bajecznie piękna, że zaraz po powrocie do domu postanowiłam regularnie odkładać pieniądze na ten cel. Suma jaką trzeba było wpłacić za udział w programie nie była mała. A mnie czekało wiele wydatków związanych ze studiami w innym mieście. Stwierdziłam jednak, że jeśli będę systematycznie odkładać niewielkie sumy to w końcu uzbieram potrzebną kwotę.

Poszłam na studia i trochę mnie to życie pochłonęło. Mnóstwo innych spraw, ale gdzieś z tyłu głowy nadal myślałam o wyjeździe z CA. Na drugim, a także trzecim roku dostawałam stypendium. Udało mi się trochę zaoszczędzić i razem z przyjaciółką na poważnie zaczęłyśmy podchodzić do tematu. Nikt z naszych znajomych nie był na takim programie. Całe nasze źródło informacji stanowiła strona www, a wątpliwości dopadały raz jedną, raz drugą z nas i w końcu wygrały. Nie jedziemy – tak stwierdziłyśmy. Jest już późno, musiałybyśmy zgłosić się jak najszybciej. Nasz angielski jest słaby a na dodatek marne szanse byśmy obie były na jednym Campie no i jeszcze sesja… Nie jedziemy.

Byłam już na etapie pogrzebanego marzenia i unikania jakichkolwiek wzmianek o Camp America a moje studia powoli dobiegały końca. Właśnie wtedy dowiedziałam się, że jedna z moich znajomych zdecydowała się na wyjazd. W głowie pojawiły się automatycznie dwie myśli: “super, że się zdecydowała!” i “jak ja do cholery mogłam przegapić swoją szansę?!”. Myślę, że to był i będzie najbardziej kluczowy moment w moim życiu, że zmieniło się wtedy coś w sposobie mojego myślenia. Dotarło do mnie, że miałam okazję ale cały czas odsuwałam ją od siebie. Aż w końcu trafiłam pod ścianę – jedziesz teraz albo nigdy -wybieraj.

“Sukces osiąga się po dwakroć. Pierwszy raz w umyśle, a drugi w realnym świecie” -R.Byrne

Ja na Brooklyn Bride, zachód słońca

Myślę, że z takimi decyzjami trzeba postępować jak z wejściem do lodowatej wody czyli szybko i bez zbędnego myślenia. Tak właśnie zrobiłam. Jeszcze tego samego wieczoru wysłałam maila do przypisanej, do mojego regionu konsultantki. Dopiero później dopadły mnie wątpliwości. Szczerze powiedziawszy towarzyszły mi do samego wylotu do USA, a może i nawet dłużej. Na szczęście moja konsultantka dzielnie przekonywała mnie, że warto. Pomogła mi przejść przez całą procedurę, choć myśli o rezygnacji pojawiały się praktycznie na każdym etapie rekrutacji.

Miejsce na moim Campie dostałam pod koniec kwietnia, a już w maju odbyłam rozmowę w ambasadzie. W połowie czerwca wylecieliśmy do USA i rozpoczęła się przygoda mojego życia.

DUMBO New York

Gdy o tym myślę, widzę jak dużo pracy musiałam wykonać i jak duże lęki w swojej głowie musiałam przełamać. Zresztą nie tylko w swojej. Oprócz siebie cały czas musiałam przekonywać również moich rodziców, którzy bardzo obawiali się mojego wyjazdu. Tak się złożyło, że miałam również w tym czasie bardzo wiele obowiązków związanych ze studiami i weekendową szkołą, którą kończyłam równocześnie. Myślałam, że nie podołam wszystkim zadaniom, że wątpliwości wezmą górę i w którymś momencie dam się złamać. A jednak dziś wspominam o tym z wielkim sentymentem i opowiadam znajomym o szalonych przygodach zza oceanu. Teraz mam również świadomość, że na wszystkie wspaniałe rzeczy w życiu trzeba zapracować, dać coś z siebie i podjąć ryzyko z możliwością poniesienia porażki. Takie rzeczy nie dzieją się same, trzeba wykonać ten pierwszy najważniejszy krok – podjąć decyzję.

Times Square, NYC nocą

Mam nadzieję, że po przeczytaniu tego posta przynajmniej część z was nabierze odwagi aby stawić czoła nowym wyzwaniom! A jeżeli już przekonałam Cię do tego wyjazdu, to tutaj jest poradnik praktyczny o CA.

Share: